Głębokie półtorej godziny

Agnieszka obudziła się z jedną myślą: trzeba porozmawiać z mężem.

Nie chodziło o jakąś tam rozmowę. Mieli siebie na co dzień. Nie byli milczkami, było normalnie, rozmawiali – o pogodzie, o pracy, dzieciach, wyjazdach do rodziny, o wyrzucaniu śmieci, zakupach, o używaniu samochodu itd. Ale nie o to chodziło. Chodziło o rozmowę małżeńską. O rozmowę! O prawdziwe spotkanie, podczas którego coś się między nimi „zadzieje”. Bez pośpiechu, bez gorących spraw, bez, bez, bez.
„Ale się nazbierało” - pomyślała. - „Kiedy ostatni raz naprawdę głęboko rozmawialiśmy? Dwa lata temu chyba. No tak, to było po ślubie kyzynki”. Ślub kuzynki był piękny, mocno go przeżyli, obydwoje, nawet Czesiu (mąż), który zwykle – „jak na mężczyznę przystało” - nie był ani uczuciowy ani wylewny. Tymczasem kilka dni po tamtym ślubie wziął ją do restauracji na „randkę”. I rozmawiali. „Półtorej godziny rozmowy o życiu, o nas, o miłości. Niezapomniane wrażenie” - westchnęła Agnieszka. Chwilę później pisała już na kartce słowa: Chciałabym w tym tygodniu porozmawiać z mężczyzną mojego życia. Kartkę zgięła dwa razy na pół i przyczepiła do lusterka w łazience. Zaczęła przygotowywać śniadanie.
Czesiek obudził się niedługo po Agnieszce. W łazience zobaczył karteczkę.  
- Żono, to od ciebie? - krzyknął ze środka.
- Nie, to na pewno od kogoś innego – odpowiedziała Agnieszka, przełykając ten brak romantyzmu u męża.
Po kilku minutach Czesiek wyszedł z łazienki.
- Chętnie z tobą porozmawiam. Masz jakiś temat?
- Nie. Po prostu marzy mi się rozmowa z mężem.
- Dobra. Rozumiem. Super. Mnie też się marzy rozmowa z tobą – Czesiek potrafił szybko odnaleźć się w sytuacji.
 
Spięli się i wieczorem siedzieli sami naprzeciw siebie. Ale rozmowa nie kleiła się. Co chwilę wypływały tematy płytsze (praca, dzieci, kredyt itd.). I co chwilę któreś z nich mówiło:
- Nie powinniśmy o tym dziś rozmawiać.
Po jakimś czasie takich zmagań Czesiek powiedział:
- Może po prostu zrobię coś ciekawego do picia i pójdziemy na balkon pooddychać świeżym powietrzem i posłuchać wiatru. - był środek lata, w tym dniu wiał silny wiatr a oni mieli balkon z dobudowanymi ściankami, które chroniły od największych nawet podmuchów.
Przyjemnie było tak siedzieć i słuchać wiatru. Agnieszka pomyślała, że tak bezinteresownego siedzenia i „słuchania przyrody” też od dłuższego czasu nie miała. Wiatr huśtał drzewami, urwane liście latały tu i ówdzie.
- Słuchaj, a może przygotujemy sobie rozmowę małżeńską? - zapytał Czesiek.
- Jak?
- Na przykład przewertuję jakieś książki. Może Papieża. Znajdę coś o miłości, jeden, może dwa akapity. Przeczytamy to sobie na początek rozmowy a potem porozmawiamy o naszej więzi. Co ty na to?
- Super. - powiedziała Agnieszka – A kiedy porozmawiamy? Proponuję za tydzień.
 
Tydzień później siedzieli przy stole i od razu widać było różnicę. Ponieważ każde z nich przez tydzień myślało o rozmowie, to dużo łatwiej było wejść w poważną rozmowę. Tekst z książki „Miłość i odpowiedzialność” wyostrzył ten klimat. Gdy Czesiek zorientował się, że już minęło półtorej godziny, powiedział:
- Nie przypuszczałbym, że mogę z żoną rozmawiać przez cały wieczór i ani razu nie poruszyć tematu dzieci. I ani raz nie pomyślałem o samochodzie. - powiedział z palcem wskazującym podniesionym do góry. Czesiek od zawsze był fanem tuningu i co rusz wprowadzał jakieś ulepszenia; zresztą gdy nie był czymś bardzo zajęty, jego myśli biegły w stronę czterech kółek.
- Atmosfera robi swoje, no nie? - Agnieszka weszła na ton lekko ironizujący.
- A wiesz, że tak. Ale atmosferę też trzeba umieć wywołać. Szukanie odpowiedniego tekstu na dzisiejszy wieczór dało mi sporo okazji do zatrzymania się nad sprawami, o których już dawno nie myślałem.
 
W dalszej części wieczoru przytulali się do siebie i postanowili mieć takie rozmowy częściej, co miesiąc.
 
M.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Korzystamy z plików cookies. Aby wyłączyć to powiadomienie wystarczy kliknąć na napis.