Rozmowa o współżyciu 2

Jest to historia sprzed kilku ładnych lat.

Co prawda bez ślubu, ale mieszkali razem prawie rok. No i czasem współżyli.
Z jego perspektywy wyglądało tak: Nie było to tak fascynujące i nie było tak częste, jak się spodziewał, ale od czasu do czasu było. Właściwie seks uprawiali wtedy, gdy on się przypominał i gdy mówił, że dla niego to jest ważne. Inne rzeczy określał jako „normalne” - wspólne zakupy, pranie, plany, wyjścia itd.
Jej myśli o seksie właściwie dotyczyły tego, żeby było higienicznie, żeby za bardzo nie bolało i że seks jest dla niego. Czasem zastanawiała się, czy on się jej w ogóle oświadczy i że jeśli nie, to będzie miała problem – kto ją będzie chciał później? Na kanwie tych myśli pojawiały się inne – że jeśli jednak ktoś inny ją kiedyś pokocha, to seks z tym chłopakiem będzie jej bruździł w dobrym przeżywaniu seksu z mężem. Potem orzeźwiała się myślą, że jednak kocha go i on ją i że przecież będą oświadczyny i ślub. Takie myśli motywowały ją do różnych posunięć, aby bieg spraw skierować w dobrym kierunku.
Jej pomysłem było, aby na wakacjach wyjechać na wyjazdowy kurs przedmałżeński. On zgodził się chętnie.
Okazało się, że kurs motywował uczestników tak naprawdę do rozmów we dwoje. Codziennie była Msza św. i tzw. „okazja do spowiedzi”. Ponieważ ksiądz był „w porządku”, więc postanowili iść do spowiedzi, zwłaszcza że już dawno nie byli. Tymczasem ksiądz ani jemu ani jej nie dał rozgrzeszenia. Każde z nich wyszło sfrustrowane, ale przekaz był jasny – „bardzo was lubię i szanuję, ale ponieważ mieszkacie ze sobą, więc nie mogę dać wam rozgrzeszenia i to nie jest moja kwestia; tak po prostu jest; gdybym dał rozgrzeszenie, to spowiedź w takiej sytuacji nie byłaby ważna, a chyba nie o to chodzi”. W pierwszej chwili postanowili od razu wyjechać z tego „durnego kursu”. Ale po godzinie, gdy już ochłonęli, wspólnie stwierdzili, że skoro za kurs zapłacili, to zostaną do końca (w sumie podobało im się na kursie). W następnym dniu, trochę poza planem kursu, postanowili porozmawiać o tej sytuacji.

Podczas rozmowy ku jego zaskoczeniu ona otwarcie powiedziała, że seks nie jest dla niej bardzo ważny, że jest ważny o tyle, o ile on chce. Dowiedział się jednocześnie, iż to nie oznacza, że ona go nie kocha, lecz oznacza, iż na ten czas ważne dla niej jest budowanie z nim więzi. Ona z kolei dowiedziała się ku swojemu zaskoczeniu, że on czuje się niepewnie w sprawach damsko-męskich, że chciałby się z nią ożenić, ale nie wie, jak się zabrać za sprawy takie jak oświadczyny czy odwiedziny u rodziców. To, iż nic w tej sprawie dotąd nie zrobił, jest konsekwencją tej niepewności. Na jej pytanie, dlaczego o tym z nią nie rozmawiał, odpowiedział, że wydawało mu się, iż to on ma być liderem takich spraw i inicjowanie rozmowy na ten temat byłoby przejawem słabości.
Potem ona drugi raz usłyszała, że jest dla niego jedyną kobietą jego życia i że on oczywiście chce się z nią ożenić. Emocje zaczęły brać górę, ale trzymała się dość mocno i powiedziała: „Ja też kocham ciebie i chcę być twoją żoną. Musimy podjąć poważne decyzje, kochanie”. Słowo „kochanie” padło z jej ust po raz pierwszy. On był też za tym, by podjąć poważne decyzje. Ustalili po pierwsze, że chcą szybko wziąć ślub; ustalili, że po rozmowie pójdą do tego księdza i zapytają, jaka jest minimalna długość czasowa, aby proceduralnie wszystko pokonać. Następnie ustalili, iż się od siebie wyprowadzą. Wreszcie ona podjęła temat, który wydawał się jej najtrudniejszy: „Zastanawiam się, jak sobie poradzisz bez seksu. Czy raczej będziesz czasem do mnie przyjeżdżał na seks?” On chwilę się zastanawiał; przyznał, że to nie będzie łatwe. Po namyśle stwierdził, iż spróbuje poradzić sobie bez seksu: „W końcu jestem mężczyzną”.
Po tej rozmowie po raz pierwszy od bardzo dawna ona czuła się naprawdę szczęśliwa, przytulając się do niego.

Rozmowa może dużo zmienić, czyż nie?

Piszę tę historię, aby podkreślić rolę rozmowy i tak naprawdę rozmowa jest tu głównym bohaterem. Ale ponieważ rozumiem chęć, aby dowiedzieć się, co było dalej, to dla chętnych dalsza część tej historii:

Jak postanowili, tak zrobili. Ślub mieli pół roku później, choć po rozmowie z księdzem chcieli mieć ślub po trzech miesiącach (na kompromis wydłużenia czasu poszli po rozmowach z rodzicami i ich nacisku - bo rodzice obu stron chcieli się zrealizować organizując wesele). Ale z pomocą Kogoś z Góry wytrzymali bez seksu.
Ich pierwszy raz po ślubie był niezwykły. Nie do porównania z poprzednimi razami. Potem zaskoczyło ich to, że z biegiem czasu współżycie stawało się i staje się wciąż coraz bardziej pociągające i miłe.

Teraz są rodzinką z trójką dzieci.

M.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Korzystamy z plików cookies. Aby wyłączyć to powiadomienie wystarczy kliknąć na napis.