Ćwicz codziennie a co miesiąc leć w górę

Akurat o tym małżeństwie nigdy bym nie pomyślał, że mogą mieć kryzys. 

A jednak mieli. I to mnie zaciekawiło. 

 

Znany jest tekst, iż po ślubie jedno jest pewne – że będzie kryzys. Okazuje się, że to wynika z bardziej umocowanej prawidłowości. Otóż po prostu wiadomo, że będzie kryzys. Nie było trudnej sytuacji już 2 lata? Poczekaj jeszcze trochę. Nie było kryzysu już od 5 lat? Prędzej czy później nadejdzie. Istotne jest jeszcze, co nazywamy kryzysem. Podobno Chińczycy mają określenie na kryzys składające się z dwóch słów: zagrożenie i szansa. Nie jestem pierwszym, który z zaskoczeniem odbiera tak trafne postawienie sprawy już w warstwie językowej. Kryzys to stan braku, napięcia, stan, w którym on albo ona (albo oboje) widzą, że trzeba coś zmienić, bo z jakiegoś powodu ma miejsce sytuacja, w której nie mogą żyć pełnią miłości. Jeśli tak zdefiniujemy kryzys, to niekoniecznie on jest czymś niechcianym. Jest kwestią otwartą, w jaki sposób wyjść z kryzysu, niemniej on jest właśnie po to, aby odkrywać nowe horyzonty relacji.

 

On i ona są małżeństwem już ok 15 lat. On pracuje, ona jest w domu z kilkorgiem dzieci. Gdzieniegdzie są znani z tego, że mówią o sprawach damsko-męskich zarówno do małżeństw jak i do narzeczonych, chętnych i spragnionych słuchania, jak powinno być w małżeństwie. Napiętą struną okazało się... robienie jedzenia. Kolejną (i tak naprawdę istotną) – on dużo się angażuje, ona siedzi prawie wyłącznie w domu. Jeszcze inną kwestią, która okazała się sporna, było traktowanie dzieci – ona styka się z wszystkimi ich problemami a on tylko z grubsza patrzy i nie widzi problemów (myślę, że się bardzo dobrze uzupełniają, tylko trzeba rozmawiać). Choć zgaduję, to jestem jednak pewien, że na płaszczyźnie seksualnej też odnotowali kryzys, bo „jak tu uprawiać seks z kimś takim”.

 

Nie słyszałem, żeby z kryzysu już wyszli. Niemniej jest dla mnie oczywiste, że wyjdą obronną ręką, co więcej – po kryzysie będzie między nimi lepiej, bo bardziej będą się znać. Ciekawy jestem, czy Ty, czytający tę notkę, też jesteś tak bezpieczny podczas kryzysu. Czy Twój znajomy mógłby powiedzieć o Tobie to, co ja o moich znajomych? A jednak naprawdę tak może być, bo w dużym stopniu jest kwestią nastawienia, czy kryzys widzisz jako potencjalny koniec i porażkę czy też widzisz w nim trudność, która wzmacnia miłość. Jak jesteś nastawiony do kryzysu?

 

Ciekawe, kiedy wydarzy się kryzys w moim małżeństwie. Hm..., a może po prostu poważnie porozmawiam z żoną i wsłucham się, czy ona nie odnotowuje w sobie jakichś braków, napięć, związanych z małżeństwem, którym chciałaby zaradzić.

 

Gdybym chciał wymyślić jakiś system przeciwdziałania zagrożeniu a wzmacniania szansy na rozwój miłości, to byłoby mniej więcej tak:

1. Codziennie ćwicz miłość. Codziennie bierz w rękę narzędzia i rób coś dla ukochanej osoby. Bierz piłę, dłuto i młotek i codziennie rzeźbij coś ciekawego. Ćwiczenie miłości jest jednocześnie zarówno ćwiczeniem (czyli rozwijaniem potencjału na przyszłość) jak i realizacją (nie ma teoretycznego ćwiczenia miłości). I pamiętaj – nie zadręczaj się, gdy czasem zapomnisz o ćwiczeniu, lecz po prostu wróć do niego.

2. Co miesiąc wynajmij samolot, którym polecisz wysoko, tak aby z góry spojrzeć na Twoje małżeństwo, na Twoją relację z drugą osobą. Cel tej wycieczki jest prosty – zorientować się, czy ćwiczenie miłości, które wykonujesz, jest właściwe. A może powinieneś zmienić zestaw ćwiczeniowy? Może już powinieneś przestać rzeźbić a zacząć malować obrazy dla ukochanej osoby?

 

Życie dzieje się w ramach procesu zmian. Zacznij działać (albo się będziesz dostosowywać). Bądź proaktywny, a wtedy kryzys będzie dla Ciebie czymś interesującym, inspirującym. Będzie szansą.

 

M.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Korzystamy z plików cookies. Aby wyłączyć to powiadomienie wystarczy kliknąć na napis.