Kartka pełna potrzeb (Laboratorium Miłości)

 –Małżeństwo jest super. Można o nim dużo pisać. Wyobraź sobie jednak, że masz jedną kartkę do dyspozycji. Co wybrałbyś, aby napisać do ludzi z RAMu o małżeństwie? – zapytałam męża pewnego wieczoru.

 –O moim małżeństwie czy o „małżeństwie ogólnym”? – powiedziałem dla jasności, zajęty majsterkowaniem przy lampce biurowej, która ostatnio przestała świecić, choć żarówka jest w porządku.

–O twoim – odpowiedziałam a po chwili śmiejąc się dodałam – Możesz też dodać coś o moim i o naszym.

A było tak, że Ewelina ni stąd ni zowąd poprosiła, abyśmy napisali coś o sobie do gazetki RAMu. Żeby było ciekawiej, działo się to we Wrocławiu, daleko od najdalszej osoby z Ruchu (nie licząc samej Eweliny, która tu studiuje).

–Napisz coś, bo masz lekkie pióro – powiedziałam, bo sama średnio czuję się w wyrażaniu słownie tego, co przeżywam. Wolę czytać, coś wtrącić, zainspirować... Przy okazji, z tym inspirowaniem to jest tak, że do dziś, trzy i pół roku po ślubie, jest mi trudno uwierzyć, iż jestem dla niego inspirująca. Gdyby nie wydarzenia z naszego „szarego życia”, to w ogóle bym tak nie myślała.

–Ty też masz lekkie pióro. Ważyłem ostatnio i było lżejsze od większości moich długopisów – zażartowałem, drapiąc się w myślach w głowę i zastanawiając, co ciekawego i ważnego można napisać kościelnym nasto- i dwudziestolatkom z Podkarpacia. – Miła, napiszemy coś o seksie.

–Że hę?

–Mam wrażenie, że dobrze byłoby coś napisać o seksie, dlatego że to temat, który łączy dwie cechy, jakie powinien mieć nasz tekst: jest ciekawy i jest ważny.

–Tak, ale jest to temat również mocno intymny, więc napisz coś, tylko nie o nas – powiedziałam asekuracyjnie, choć wiedziałam, że mój mąż dobrze to rozumie. O współżyciu trudno jest coś mówić, ale z drugiej strony coś mówić trzeba. Zaproponowałam więc – Może napiszesz o kartce?

–Dobry pomysł.

Kartka była czymś, co kiedyś napisałem przede wszystkim na bazie książek o tematyce damsko-męskiej, poniekąd również na bazie moich studiów oraz obserwacji i rozmów. Była to wydrukowana kartka z pewnymi hasłami. Chodziło o to, że każde hasło miało być ważne w seksie – były to potrzeby seksualne. Ale jednocześnie chodziło o to, żeby były one na tyle ogólnie sformułowane, aby mogły być interpretowane jako ogólne potrzeby w relacji małżeńskiej. Inaczej mówiąc – chciałem zrobić kartkę z hasłami, które są ważne w seksie, ale które mogą sobie wisieć w pokoju przechodnim. Takie hasła musiały być na tyle ogólne, aby nie były jednoznacznie kojarzone z seksem. Zrobiłem kartkę i została powieszona na ścianie. Pewnego dnia zorientowaliśmy się, że hasła na kartce pasują również do relacji chłopak–dziewczyna i do relacji narzeczeńskiej (oczywiście z poprawką na to, że nie dotyczą seksu). Na kartce były następujące hasła (kolejność dowolna): podziw, inicjatywa, romans, wierność, pozytywna odpowiedź, więź, uśmiech, duchowa bliskość, wzajemne przeżywanie wzruszeń, spontaniczność, nieseksualny dotyk (to ostatnie to nie pomyłka – ważny jest właśnie nieseksualny dotyk!).

–Powiedz mi, Miły, jak byś nazwał rzeczywistość, która stoi za kartką?

–Bóg. Zresztą to tak jest, że hasła z kartki najlepiej są wypełniane w relacji dwojga osób, które oprócz samych tych potrzeb, uśmiechają się do Boga – powiedziałem otwarcie i krótko, choć mam wrażenie, że w niektórych przypadkach trudno jest zrozumieć, że Pan Bóg zaprasza człowieka do udanego życia seksualnego i że ono jest również Jego darem i w związku z tym należałoby ten temat tutaj rozwinąć. – Miła, dla mnie ciekawe jest to, że w naszej relacji widzę ciągłość. Oczywiście, staramy się polepszać relację (zwłaszcza z mojej strony widzę niedociągnięcia). Po ślubie nastąpiła istotna zmiana treści wypełniania tych potrzeb. Choćby właśnie dlatego, że pojawiło się współżycie. Ale przed ślubem również były one wypełniane, co prawda inną treścią, ale były.

–Ja zastanawiam się, czy jest możliwe chodzenie ze sobą i narzeczeństwo bez wypełniania tych potrzeb. Może jest możliwe, ale może nie zakończyć się małżeństwem.

W małżeństwie potrzebna jest iskra. Żeby inspirować (czyli zapalać), trzeba mieć iskrę. Każde małżeństwo to zakon. Ile małżeństw, tyle zakonów. Trzeba się odnaleźć w jego regułach. Bóg daje reguły – dlatego że daje iskrę. Wypełnianie życiowych zadań jest przeplatane chwilami duchowej bliskości z Bogiem.

A w chodzeniu ze sobą i w narzeczeństwie jest podobnie – to trochę jak nowicjat. Już zaczynasz rozpoznawać reguły. Czasem jest trudno, bo trzeba niejedną walkę odbyć.

Podobnie niełatwo jest, gdy się jest samemu i nie widać na horyzoncie potencjalnego kandydata do małżeństwa. To też wymaga trochę walki – ze zniechęceniem, z myśleniem o sobie jako o kimś, komu się nic nie udaje, wreszcie wymaga to walki, która jest poszukiwaniem sposobów na to, aby w godny, Boży sposób zwiększyć swoją atrakcyjność dla innych, żeby wybić się w tłumie, a jednocześnie żeby zostać pokornym (=szczerym wobec siebie i Boga).

Życzymy, abyście toczyli dobre walki!

 

A. i M.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Korzystamy z plików cookies. Aby wyłączyć to powiadomienie wystarczy kliknąć na napis.